Z Łodzi do Krynicy, czyli Sopotu


Ekipa w składzie:

Damian, Mateusz, Konrad, Piotrek.

O wyprawie:

Podróż do Krynicy to nasza druga majówkowa wyprawa. Zachęceni świetną pogodą w ubiegły weekend majowy rzuciliśmy wyzwanie 400-stu km, które mieliśmy pokonać w 2 dni. Jednak pogoda szybko zweryfikowała nasz plan. Mocny, zimny wiatr w twarz, przelotny deszcz, a także temperatura (w dzień ok 15 stopni, w nocy ok 0 stopni), okazały się nie lada wyzwaniem.

Okazało się, że lubimy wyzwania;)

Wyruszyliśmy 1 maja 2014 roku. Pierwszego dnia pokonaliśmy 185 km co zajęło nam 9 godzin w siodle. Jazda do zachodu słońca zakończyła się noclegiem na leśnej polanie w okolicach miejscowości Golub-Dobrzyń.

Poranek przywitał nas przymrozek i zapachem kawy. To była chłodna noc, ale w pełni zmobilizowani trzymaliśmy się planu – Dziś śpimy w Krynicy. Dzieliło nas od niego około 190 km. Przy warunkach jakie mieliśmy dnia poprzedniego, to było do osiągnięcia. Hop na siodełko! Poranne zakupy, śniadanie na CPN-nie i w drogę!

Natura niestety okazała się mało łaskawa, pogoda była coraz gorsza, a morale słabły. Z każdą godziną coraz bardziej docierało do nas, że nie powtórzymy dystansu z dnia wczorajszego. Ostatecznie skończyliśmy dzień jazdy w Malborku na polu namiotowym. Zmrok zapadł 15 km przed celem podróży. Kamizelka odblaskowa – wyposażenie obowiązkowe! Pokonany dystans drugiego dnia wyniósł 124 km. Przy warunkach jakie panowały był to dla nas duży sukces. Z drugiej strony trochę bolało, że nie udało się wykonać planu jakim było dotarcie do Krynicy. Zabrakło tylko 60 km. Na polu namiotowym zrobiliśmy szybką kolacje, wzięliśmy “ciepły” prysznic (woda miała 10 st., a powietrze 5 więc cie-cie-ciepły). Dresowa piżama na cebulę i spać.

Po zimnej nocy przywitał nas piękny poranek. Podczas śniadania zdecydowaliśmy, że zmieniamy cel podróży na Gdańsk, przenocujemy na polu namiotowy w Jelitkowie (już tam nocowaliśmy, na wyprawie przez wybrzeże), a rano w pociąg i do domu. Pożegnaliśmy Malbork rundką wokół zamku i ruszyliśmy w drogę!

Całe 85,7 km do Gdańska jechaliśmy z wiatrem… w twarz;) Pierwszą rzeczą jaką zrobiliśmy po dotarciu była wizyta na dworcu w celu kupna biletów powrotnych do Łodzi.

Przy kasie PKP okazało się, że bilety dla podróżnych z rowerem są wyprzedane aż do 6-go maja. Czekanie do wtorku nie wchodziło w grę. Sytuację powrotu uratował tata Damiana który zadeklarował się, że przyjedzie i przetransportuje nas oraz rowery do domu. Sytuacja wydawała się opanowana do czasu kiedy brama pola namiotowego w Jelitkowie poinformowała nas, że otwierają za półtora miesiąca. Z małą pomocą ulubionego wujka google znaleźliśmy pole namiotowe w Sopocie, gdzie z prysznica tryskała wspaniała gorąca woda. Po trzech dniach na zimnie i wietrze w końcu zobaczyliśmy Bałtyk.

Ta wyprawa była dla nas bardzo cennym doświadczeniem, którego jak się okazało nie mieliśmy dotąd za wiele. Zimny wiatr w połączeniu z niską temperaturą, lekko mroźne noce, wiatr, zimne kąpiele i ten po stokroć przeklęty wiatr potrafią nieźle dać w kość.

Wysnuliśmy kilka zasad według których planujemy każdą podróż:

  1. Jeśli jedziesz w podróż rowerem w innym terminie niż lipiec, sierpień nigdy nie jest za dużo ciepłych ubrań.
  2. Dzienny dystans podróży: nie więcej niż 120 km.
  3. Jeśli nie wracasz do domu rowerem, bilety na transport zarezerwuj odpowiednio wcześnie przed podróżą.
  4. Nigdy nie jest za dużo ciepłych ubrań ;]

Film z wyprawy:

 

Galeria:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *